artykuły

Wizyta u dietetyka – mity, w które niektórzy nadal wierzą

1 sierpnia 2017
fot. Picjumbo
fot. Picjumbo

Zawsze to powtarzam: przez odchudzanie najlepiej przejść ze wsparciem doświadczonego dietetyka, który ułoży dobrą dietę, odpowie na wszystkie pytania i podbuduje psychicznie. Dlaczego więc tak często postanawiamy zmagać się samodzielnie ze zbędnymi kilogramami, zamiast zafundować sobie wsparcie? Może to kwestia błędnych przekonań, które mamy na temat odchudzania się u dietetyka?… Które z poniższych mitów brzmią znajomo?

  1. Wszyscy dostają taką samą dietę, więc szkoda pieniędzy na dietetyka

Różnimy się od siebie wzrostem, wagą, aktywnością fizyczną… Dietetyk indywidualnie oblicza zapotrzebowanie klienta na kalorie, z uwzględnieniem odpowiedniej proporcji białek, węglowodanów i tłuszczów i przygotowuje spersonalizowaną dietę. Co więcej, można wybrać produkty, których się nie lubi, wtedy nie znajdą się w diecie, a także takie, bez których nie wyobrażamy sobie życia – w diecie może się znaleźć nawet czekolada!

  1. Dieta jest nuuudna – mało, niesmacznie i wciąż to samo…

To jedno z moich największych zdziwień: nigdy w życiu nie jadłam tak dużo i często – bez wyrzutów sumienia – jak na diecie od dietetyka. Zajadałam się pysznymi, obfitymi porcjami i byłam zdziwiona, że to naprawdę działa i kilogramów ubywa. Samodzielnie robiłam tarty, naleśniki na ciemnej mące, placuszki z jagodami… A gdy miałam mniej czasu, wiedziałam, gdzie kupię gotowe produkty, które będą pasować do diety. Po kilkunastu pierwszych dniach metabolizm pięknie się wyregulował i po około trzech godzinach, bez patrzenia na zegarek, czułam lekki głód, który sygnalizował porę kolejnego posiłku. Dobrze zbilansowana dieta dodaje energii i sprawia, że organizm doskonale funkcjonuje.

  1. Na diecie trzeba skrupulatnie liczyć kalorie

Tak naprawdę, większość tej pracy wykonuje za nas dietetyk, który przygotowuje jadłospisy z konkretnymi produktami i przepisami – przy wersji podstawowej jadłospisów nic już nie trzeba obliczać. Warto jednak sprawdzać, czy codzienny bilans na pewno się zgadza – z intuicyjnym kalkulatorem tabele-kalorii.pl będzie to naprawdę proste. Do bazy możecie dodawać ulubione produkty, jeśli ich tam jeszcze nie ma, a nawet całe przepisy na potrawy! Ułatwiajcie sobie życie.

  1. Do badania trzeba się rozebrać do bielizny (i pokazać wszystkie swoje fałdki?!)

W nowoczesnych gabinetach znajdują się specjalne urządzenia, które prawidłowy pomiar wykonują poprzez stopy klienta. I właśnie wyłącznie bose stopy będą potrzebne do badania – pozostałe ubranie może pozostać na tobie, a dietetyk odliczy np. 1 kg od uzyskanego wyniku.

  1. Dietetyk zaleci prawdziwy wycisk na sali gimnastycznej

Pamiętacie, że dieta to 70% sukcesu, natomiast aktywność fizyczna – ok. 30%? Ruch jest ważny, żeby ujędrnić ciało i popracować nad mięśniami, ale na początku ważniejsze jest przyzwyczajenie się do regularnego jedzenia. Ja otrzymałam zalecenie, żeby znaleźć sobie „dwie godzinki jakiejś aktywności w tygodniu” – cokolwiek: taniec, dowolny fitness, basen. Uwierzycie? COKOLWIEK! A gdy, zapracowana, nie miałam czasu nawet na tyle, nic złego się nie działo, po prostu chudłam trochę wolniej, ale jednak chudłam. Warto więc podejść do ruchu na luzie i znaleźć coś, co się lubi. Bonusem będą endorfiny i doskonały humor 🙂

Przekonałam was do poszukania dietetyka? 🙂 Przychodzą wam do głowy jakieś inne mity związane z wizytą u dietetyka, które okazały się nieprawdą? Podzielcie się nimi w komentarzu!

K }

  1. Dieta = liczenie KCAL. Trzeba ustalić swoje podstawowe zapotrzebowanie potem dostosować je do stylu życia – praca, sport etc. Dużo info w necie. Tylko człowiek jest leniwy. Kolejna sprawa że jedne produkty spożywcze mogą być OK dla kogoś nie znaczy że dla MNIE. Trzeba próbować, testować, i jak już mam wyliczone zapotrzebowanie powiedzmy na poziomie 2600Kcal to się tego trzymam białko 200g, węglę do 300, reszta tłuszcze… (mój przykład), białko stoi w miejscu, węgli czasem jest mniej, w jedzeniu jest dużo tłuszczy – które są najbardziej energetycznie). I polecam siłownie, na youtubie jest sporo przykładów jak wykonywać poprawnie ćwiczenia złożone/wielostawowe: MARTWY CIĄG, PRZYSIAD ZE SZTANGĄ, WIOSŁOWANIE, WYCISKANIE LEŻĄC. Do tego ćwiczenia akcesoryjne, spięcie brzucha na drążku, podciąganie się (nie musi być 10x, na początku 2-3 z podpartymi nogami potem idzie już bez pomocy…) pompki na poręczach, „dzień dobry” ze sztangą (skłony)… I przede wszystkim nie zakładać że za 2-4tyg będę wyglądać jak model/modelka z kolorowych foteczek na FB/Instagramie! To tak nie działa, tamci ludzie pracują latami na sylwetkę, mają personalnych trenerów, dietetyków, wydają duże pieniądze na jedzenie (itp…) + korekta grafika… ;P Ich pracą jest ĆWICZENIE! Życzę wytrwałości…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *